niedziela, 4 lipca 2021

Rajd po Półwyspie Iberyjskim - Hiszpania, Portugalia, Gibraltar.

Za nami kilkudniowy pobyt w Szwajcarii i przejazd przez Francję. Teraz od samego rana jazda, jazda, jazda.

HISZPANIA

Późnym popołudniem przekraczamy granicę francusko-hiszpańską. Żadnego punktu kontrolnego pod kątem covid-19. W ogóle żadnych punktów kontrolnych a to już czwarta granica między państwami. Na liczniku właśnie stuknęło 2400 km. Tyle przejechaliśmy od domu.
Do naszego zaplanowanego punktu w Hiszpanii jeszcze daleko. Górzystymi drogami przedzieramy się do późna w nocy przez Kraj Basków. Nocleg wypada w Ellorio, w zacisznej, zaciemnionej uliczce przy jakiejś dużej fabryce.

piątek, 11 czerwca 2021

Szwajcaria, czyli w drodze na Półwysep Iberyjski.

W tym roku na cel obraliśmy Portugalię. Jedna z możliwych tras by tam dotrzeć prowadzi przez Szwajcarię. Losy wyjazdu ważyły się długo. Powodem oczywiście dynamiczna sytuacja związana z polityką anty-Covid 19 prowadzoną przez poszczególne państwa, przez które przypadłoby nam przejechać. Informacje o aktualnym stanie obostrzeń w krajach europejskich były niespójne a czasem wręcz wykluczające się wzajemnie. Postawiliśmy wszystko na jedną kartę - najwyżej zostaniemy z którejś z granic zawróceni. Zawsze to jakaś przygoda. Koniec końców w niezupełnie klarownej sytuacji międzynarodowej pakujemy mandżur i wyjeżdżamy z domu bez testów, szczepień i zaświadczeń. Na tzw. "żywioł".

wtorek, 6 kwietnia 2021

Wielkanoc aktywnie. Góry Stołowe.

Przerażeni wizją pochłaniania niezliczonych ilości przysmaków przy świątecznym stole postanawiamy okres wielkanocny spędzić poza domem. Bez tradycyjnego obżarstwa, za to aktywnie.
Dzięki odpowiednio wcześniej dokonanej selekcji miejsca i rezerwacji, lądujemy oto w przytulnym przybytku w Kudowie Zdroju. To doskonałe miejsce wypadowe do poznawania atrakcji Gór Stołowych oraz innych ciekawych obiektów, których wokół nie brakuje.

niedziela, 26 lipca 2020

Wakacje brzegiem Bałtyku. Estonia i jej darmowe kempingi RMK.

W tym roku miała być Finlandia. Nadzwyczajna sytuacja w temacie zakazu przekraczania granic wielu państw na całym świecie, będąca skutkiem pandemii Covid-19 zweryfikowała te plany. Granice Finlandii w dniu naszego wyjazdu wciąż pozostawały dla obywateli niektórych krajów zamknięte. Polska niestety również zaliczała się do tego grona. Wobec powyższego wdrożony został plan B. Ruszamy na wschód wzdłuż polskiego wybrzeża z postanowieniem objazdu naszej ojczyzny. Jak się jednak za kilka dni okaże i ten plan miał ulec zmianie - ostatecznie pojawimy się w Estonii.
Tematem przewodnim wyjazdu jest kempingowanie na dziko, wygodnie ale przy możliwych minimalnych kosztach. Ma nam w tym pomóc posiadany ekwipunek oraz zabudowany van, czyli nasz bieda-kamper 😃. Na pierwszy nocleg wyznaczamy sobie nadmorski parking, zaczynający się zaraz za tablicą oznaczającą koniec miejscowości Łazy.

wtorek, 7 stycznia 2020

Długi weekend zimową porą w Sudetach Środkowych.


Z inicjatywy kolegi PRS z forum NGT w pierwszy, przedłużony weekend stycznia wybrałem się na południe naszego kraju, by w zacnym towarzystwie poszukać śniegu i powłóczyć się nieco po środkowych Sudetach. Liczyliśmy na prawdziwie zimowe okoliczności przyrody ale niewymagające używania rakiet śnieżnych. Wszak to jakieś 2 kg mniej do noszenia na plecach 😉. Plan przewidywał trzy dni wędrówek a każdy dzień posiadał oprócz trasy podstawowej także opcje zapasowe na wypadek "zmęczenia materiału 😃". Zatem uzbrojony w plecak o wadze całkowitej 17 kg i bilet weekendowy PKP Intercity za jedyne 81 zł (uprawniający do dowolnej ilości przejazdów pociągami IC i TLK) przemieszczam się do Wrocławia. Tutaj spotykam się z resztą grupy, która sumarycznie wynosi 7 osób.

niedziela, 1 września 2019

Rekonesans po Bałkanach. Albania.

Bałkany to taki wyznaniowo-narodowościowy tygiel Europy. Nie jest on zbytnio stabilny i często staje się zarzewiem konfliktów międzynarodowych. Tutaj swoje korzenie miały wybuch I Wojny Światowej, krwawy w skutkach rozpad Jugosławii, czy ostatnio oderwanie części terytorium Serbii skutkujące powstaniem spornej Republiki Kosowa. Pomimo tej niestabilności, z uwagi na swoje geograficzne położenie i klimat, Bałkany stanowią jeden z najczęściej wybieranych kierunków urlopowych. Prym wiodą kraje nadmorskie, wśród których przoduje Chorwacja. Przy niej Albania uchodzi za dalekiego, ubogiego krewnego. Ale jednak - fascynującego 😉.
Podobnie jak niegdyś Polska, Albania była krajem komunistycznym o gospodarce planowanej centralnie. Podobno jeszcze w latach 80-tych istniał zakaz posiadania samochodów przez obywateli 😨. Współcześnie stanowi republikę parlamentarną i należy do krajów silnie rozwijającym się, chociaż wciąż pozostaje najbiedniejszym państwem bałkańskim.

sobota, 10 sierpnia 2019

Kamper dla ubogich - wymiana i konwersja vana.

Po powiększeniu naszej ekipy o juniora, nasz przerobiony "kamperopodobny" 😄 Seat Alhambra okazał się za ciasny dla roli namiotu na kółkach. Wystąpiła konieczność zmiany samochodu na większy. Ściślej - na wyższy, szerszy i dłuższy.

POSZUKIWANIA MODELU

Poszukiwania odpowiedniego modelu pojazdu były żmudne i męczące. Mieliśmy konkretne oczekiwania i niełatwo było je wszystkie pogodzić. Auto, podobnie jak poprzednio, miało być osobowe (żaden tam dostawczy czy bus). Dlaczego? Po pierwsze dlatego, by "w dzień powszedni" służyło do przewozu osób a "w dni aktywnej turystyki" jako mikrokamper. Po drugie z powodu opłat. Drogowych, autostradowych, promowych itp. Po trzecie ale nie mniej ważne - z powodu spalania. Wybór ograniczał się do konstrukcji typu van.

środa, 11 lipca 2018

W namiocie na kółkach nad wybrzeże wattowe.

Postanowiliśmy nawdychać się nieco jodu i udać nad morze. Konkretnie nad Morze Północne, które w większości swojego przebiegu posiada to, czego nie posiada Bałtyk - wybrzeże wattowe. Pamiętacie nabytek, z powodu którego zakończyliśmy rowerową objazdówkę po Niemczech? To był zakup pod konkretny cel. "Mikro-karawaning" bo o nim mowa, to w skrócie na co dzień używanie swojego samochodu "normalnie" a podczas wyjazdów rekreacyjnych po wyjęciu jednego czy dwóch rzędów foteli pasażerskich i zamontowaniu zabudowy, jako mikro-kampera oferującego przede wszystkim wygodne, bezpieczne i pełnowymiarowe miejsce do spania.

piątek, 15 września 2017

Przez Kanadę rowerem: Cel osiągnięty! Podsumowanie.

wizualizacja przebytego dystansu


Nasza wielka wyprawa rowerowa przez Kanadę dobiegła końca. Trwała 5 miesięcy i w ciągu tego czasu pokonaliśmy dystans 6187 km przemierzając 5 prowincji. Przekroczyliśmy 3 strefy czasowe i poznaliśmy dziesiątki przyjaznych osób. Sama jazda rowerem zajęła nam 408 godzin i 53 minuty a każde z nas straciło po równo 10 kilogramów masy swojego ciała. Zużyliśmy 5 rowerowych opon i niezliczoną ilość razy łataliśmy dętki. Prędkość na trasie wyniosła odpowiednio: największa 72 km/h ("z górki" w Kolumbii Brytyjskiej), a średnio dziennie 15 km/h. Najkrótsza przebyta dzienna odległość to zaledwie 11 km, najdłuższa zaś 124 km. Średnio pokonywaliśmy każdego dnia jazdy dystans równy 62 km.

środa, 26 lipca 2017

Przez Kanadę rowerem: Góry, góry, góry! Kolumbia Brytyjska.


Kolumbia Brytyjska wita nas hasłem "najlepsze miejsce na ziemi" (The Best Place On Earth). Wzdłuż drogi rosną wysokie, gęste lasy iglasto - liściaste. Ma się niemal wrażenie, że chcą one ścisnąć i pochłonąć wijącą się wśród nich drogę. Gdzieś z tyłu majaczą wierzchołki gór. Gdy pas lasu przestaje zasłaniać widoczność, zaczynasz rozumieć sens nazwy Góry Skaliste. Nie ma przedgórza. Ogromne, strome szczyty z poszarpanymi zboczami wystrzeliwują w górę wprost z powierzchni gruntu. Wszystko to wygląda niezwykle surowo i majestatycznie. Jesteśmy oczarowani.

środa, 5 lipca 2017

Przez Kanadę rowerem: Wrota do gór. Alberta.

Alberta posiada to wszystko, co rozrzucone jest po innych prowincjach kraju. Napotkasz tu zatem lasy, jeziora, długie i płaskie przestrzenie oraz góry. Hmm, no dobrze, nie ma dostępu do oceanu. Ale jest ropa naftowa! Mnóstwo ropy. Mieszkańcy Alberty uwielbiają więc wszelkiego rodzaju "zabawki", które są dzięki ropie zasilane. Od motocykli i samochodów, przez campery i motorówki po sprzęty modelarskie. Być może też z uwagi na bogactwo ropy, Alberta jest jednym z czterech administracyjnych terenów, w którym nie płaci się podatku prowincjonalnego. Bo w Kanadzie nie istnieje podatek od towarów i usług znany w Polsce jako VAT. Ceny w Kanadzie podawane są zawsze netto. Bez znaczenia czy to sklep stacjonarny, punkt usługowy czy sprzedaż internetowa. Do ceny netto zawsze dolicza się podatek federalny (krajowy), który w wysokości 5% jest równy dla wszystkich prowincji oraz w niektórych prowincjach czy terytoriach - podatek prowincjonalny. Ten akurat jest różny i zależny od polityki podatkowej danej prowincji. I tak w Saskatchewan zapłacimy dodatkowo podatku prowincjonalnego 5% a w Brytyjskiej Kolumbii 8%. Najwyższy podatek prowincjonalny określony na 10% pobierany jest we wschodnich prowincjach: Nowa Szkocja, Nowy Brunszwik, Nowa Funlandia i Labrador oraz Wyspa Księcia Edwarda. My przez żadną z tych najdroższych nie przejeżdżaliśmy 😁.

środa, 28 czerwca 2017

Przez Kanadę rowerem: A co Wy tam jecie? Plus słów kilka o palniku wielopaliwowym.

Ten wpis adresowany jest do tych wszystkich osób, którzy o przygotowywaniu posiłków podczas dłuższej czy krótszej podróży wiedzą mało lub nic. Do tych, którzy również chętnie wybraliby się na jakąś wyprawę ale nie wiedzą, jak to jest pod kątem wyżywienia. Często w ich wyobrażeniach podróżujący jawią się jako "hardcory", osoby jedzące jakieś robaki czy inne wynalazki lub jako niedojadające czy wręcz głodujące albo przeciwnie - muszące wydawać fortunę na żywność. Ale to błędne rozumowanie. Wyjaśnijmy więc, co my tam jemy 😉.

niedziela, 25 czerwca 2017

Przez Kanadę rowerem: To samo a jednak inaczej. Na preriach Saskatchewan.

O ile Manitoba nie powitała nas zbyt przyjaźnie, przeganiając (z wykorzystaniem strażników parku) już w późnej porze z miejsca odpoczynku, tutaj w Langenburg, pierwszej miejscowości po przekroczeniu granicy, zostajemy zagadnięci przez akurat przejeżdżającą samochodem obok nas parę, która specjalnie z naszego powodu się zatrzymała i po krótkiej rozmowie zaprosiła nas na swoją farmę. Zaproszenie przyjęliśmy, ponieważ właśnie szukaliśmy miejsca do rozbicia namiotu. Zatem nie szukając już więcej pojechaliśmy na farmę a tam otrzymaliśmy pokój do wyboru, kolację, śniadanie i poranne oprowadzenie po włościach. Nasi przemili gospodarze - Maureen i Dave, okazali się właścicielami ziemi o powierzchni 3 tys. ha. Jak sami się określili, należą do grupy mniejszych obszarników w Saskatchewan 😱.

niedziela, 11 czerwca 2017

Przez Kanadę rowerem: Jak na stole, czyli prerie. Manitoba.

A więc zaczęły się tak wyczekiwane prerie. Wyczekiwane, bo na preriach jest płasko a my nieźle dostaliśmy w kość podczas jazdy przez obszary skaliste, gdzie było: góra - dół, góra - dół. Ale gehenna się wreszcie skończyła 😀.

środa, 24 maja 2017

Przez Kanadę rowerem: Bezkres Ontario.


Po Wielkanocnych atrakcjach ruszamy w górę mapy - na północny zachód. Gdzieś tam w trasie dzień zaczął się pięknie ale tutaj aura potrafi zmienić się w ciągu kilku minut. Nadchodzi deszcz, więc w Beeton wjeżdżamy pod dach remizy strażackiej, by założyć odzież przeciwdeszczową i uzupełnić zapasy wody. Szef placówki właśnie skończył odprawę i przygotowuje się ze swoim zespołem do wyjazdu ale żywo zainteresowany naszymi osobami i ekwipunkiem znajduje czas na krótką rozmowę. Obdarowuje nas również kilkoma butelkami mineralnej wody i pamiątkowymi naszywkami strażackimi. Jeszcze tylko krótki przegląd strażackich wozów, szybka sesja zdjęciowa i wracamy na drogę.

czwartek, 18 maja 2017

Przez Kanadę rowerem: Ci wspaniali Kanadyjczycy!

Minął już miesiąc a ja wciąż nie mogę wyjść z podziwu. Z podziwu dla Kanadyjczyków.

Wspominałem już wcześniej, że na każdym kroku zaznajemy ogromnej życzliwości i gościnności. Nie tylko od osób, z którymi wcześniej mieliśmy zaaranżowane spotkania ale również od osób, z którymi los całkowicie przypadkowo skrzyżował nasze ścieżki. Zaczęliśmy żartować, że jak nadal będzie się tak działo i będziemy przyjmować zaproszenia od wszystkich, to półrocznego okresu przewidzianego na całą wyprawę nie wystarczy nawet na przejechanie samego Ontario 😀. Niezmiernie inspirujące jest to, że z każdego spotkania wynosimy coś wartościowego. I nie mam tu na myśli dóbr materialnych ale duchowe lub po prostu wiedzę w obszarach do tej pory mam nieznanych. Ta rowerowa wyprawa odkryła przed nami całkiem nowe oblicze podróżowania. Nigdy wcześniej nie mieliśmy takich doświadczeń. To coś niesamowitego!

środa, 19 kwietnia 2017

Przez Kanadę rowerem: Mennonici i Wielkanoc jak w domu.

Szereg poznanych osób namawiało nas do wizyty w Kitchener i okolicach. Osiedliła się tutaj znacząca grupa Mennonitów. To chrześcijańska społeczność wyznaniowa zaliczana do protestantyzmu. Swoje korzenie wywodzi z Holandii. W Polsce obecnie trudno się na nich natknąć. Mimo, że liczbę gminy mennonickiej w Kanadzie szacuje się na ok. 150 tys. wyznawców, z racji swych bardzo hermetycznych zachowań społecznych, wciąż dla przeciętnego Kanadyjczyka stanowią oni zagadkę. Mając w zasięgu ręki możliwość co najmniej zaobserwowania członków tej zamkniętej wspólnoty postanowiliśmy zatrzymać się gdzieś pomiędzy Kitchener, St. Jacob's a Elmira. Pierwszy kontakt z Mennonitami następuje przed miejscowością Elmira. Zauważamy dom, przed którym zaparkowane są wyłącznie czarne powozy z czarnymi końmi. To, biorąc pod uwagę współczesne czasy, jest raczej pewnym ewenementem. I dla osoby "z zewnątrz" swego rodzaju ciekawostką.

środa, 12 kwietnia 2017

Przez Kanadę rowerem: Początki na kanadyjskiej ziemi.

No i zaczęła się przygoda... Za nami przelot do Warszawy. Od 6 godzin jesteśmy poza domem. W porcie lotniczym Okęcie oczekujemy na kolejne połączenie. To zaledwie ułamek odległości, którą musimy przebyć drogą powietrzną by dotrzeć do Kanady ale czujemy niepokój i obawy o bagaż. Konkretnie o rowery, które leciały ze Szczecina, będąc zapakowane w kartony.
Stąd za 4 godziny kolejny lot. Tym razem już do Toronto, z międzylądowaniem i zmianą samolotu w Amsterdamie. Jak wyglądać będą kartony a co bardziej istotne - jaki będzie stan techniczny znajdujących się w środku rowerów po kolejnych dwóch samolotowych załadunkach i wyładunkach? Wiadomo, że obsługa lotnisk nie "certoli" się z bagażami ale tak wyglądających opakowań po zaledwie 55 minutach lotu i przebyciu jakichś 500 km się nie spodziewaliśmy 😱. Po pieczołowitym zabezpieczeniu uszkodzeń kartonów przy pomocy taśmy otrzymanej w punkcie reklamacji bagaży, nieco zaniepokojeni idziemy spocząć gdzieś na krzesełkach.

czwartek, 30 marca 2017

Przez Kanadę rowerem: Słowo wstępu

Dlaczego Kanada? Wybór nie był zupełnie przypadkowy. Uważana za jedno z najlepszych miejsc do życia, jest drugim pod względem powierzchni (po Rosji) państwem na świecie. Jej terytorium leży w 6 różnych strefach czasowych. Zapobiegawcza polityka państwa w zakresie ochrony środowiska, rozległe przestrzenie i urozmaicone ukształtowanie terenu stwarzają sprzyjające warunki bytowania i rozwoju dla wielu gatunków dzikich zwierząt - w tym dla sporej populacji dużych ssaków jak niedźwiedź brunatny (grizzly) i niedźwiedź czarny (baribal). Kanada godzi przeróżne gusta. To miejsce dla miłośników tak zimna jak i upałów, dla kochających lasy/jeziora i dla miłujących widoczne aż po horyzont płaskie przestrzenie, dla amatorów zarówno surfowania po oceanicznych falach jak i wspinaczki po stromych, skalistych zboczach. To miejsce dla wszystkich. Wraz z małżonką szczerze wierzymy, że zmierzenie się z tym ogromem wzbogaci nasze postrzeganie życia o nowe wartości.

Pomysł przemierzenia Kanady na rowerach narodził się jakieś pół roku temu po naszej pierwszej wyprawie rowerowej, kiedy to objeżdżaliśmy Niemcy. Tamta trasa liczyła sobie 1740 km. Refleksja po jej ukończeniu była prosta - jeśli daliśmy radę przez 1740 km, nic nie stoi na przeszkodzie by spróbować to potroić 😀. Główny cel tej wyprawy to dotrzeć do zaplanowanego punktu, czyli zachodniego wybrzeża wyspy Vancouver, która leży nad Oceanem Spokojnym. Kolejny to podszlifować zdolności językowe. I ostatni - w trakcie interakcji z miejscową ludnością zapoznać się z charakterystyką codziennego życia, by móc pokusić się o porównania z warunkami życia u nas w kraju.

czwartek, 25 sierpnia 2016

Dookoła Niemiec na rowerze.

Kilka lat namawiania przez żonę do zakupu rowerów i kilka lat moich wymówek, że: nie mamy miejsca na składowanie, że garaż nie ukończony, że nie wiadomo jaki ten rower kupić, bo podaż teraz ogromna a my się na tym nie znamy itd., itd… Cóż..., szkoda tych minionych lat 😕. W tym roku dojrzałem. Zapadła decyzja – kupujemy rowery. Na początek pożyczyliśmy na kilka dni od członków rodziny ich rowery by sprawdzić, czy połkniemy rowerowego bakcyla. Były to rowery, które z wyglądu wpadły mi u nich dawno temu w oko i w oparciu o te rowery zamierzałem dokonać zakupu dla nas. Jednak już po pierwszej, wcale niedługiej przejażdżce plany zostały zweryfikowane. Nie takich rowerów szukaliśmy. Zaczęło się przeczesywanie otchłani internetu. W poszukiwaniu rowerów nie za drogich i nie za tanich, wygodnych, wytrzymałych, posiadających dobre opinie i umożliwiających długie wyprawy bez jakichkolwiek modyfikacji. Czyli "wszystko-mające". Zasada - siadaj i jedź. Wybór padł na wyroby naszego krajowego producenta, firmę Unibike z Bydgoszczy. Wybraliśmy model Expedition w męskiej i damskiej wersji. Przy naszych problemach z kręgosłupami wybór okazał się strzałem w dziesiątkę. Było to w kwietniu…

Dysponowałem niewielkim doświadczeniem rowerowym a przy tym bardzo odległym. Ostatnim jednośladem na którym jeździłem był Wigry 2. To bardzo popularny swego czasu rower, tzw. "składak". Niestety, został skradziony w czasie, gdy kończyłem „podstawówkę” (8-letnia szkoła podstawowa). Fakt ten miał miejsce ponad 30 lat temu 😲...

Oczywiście umiejętności jazdy na rowerze się nie zapomina ale co innego, jeśli chodzi o wydolność organizmu. Po zakupie rowerów zaczęliśmy więc delikatne jazdy na dystansach 8-10 km „w koło komina”. Potem kilka trochę dłuższych 25-30 km – na działkę rodziców, do znajomych. W głowie powoli powstawał pomysł jakiejś dłuższej wyprawy. W międzyczasie kompletowaliśmy sprzęt – sakwy, zabezpieczenia rowerów, liczniki, ochraniacze na buty, okulary, rękawiczki, zestawy naprawcze itd. Pomysły na wyjazd powstawały i … upadały. Miał być przejazd wzdłuż polskiego wybrzeża, miała być wyprawa do Santiago de Compostela. Ostatecznie jednak z uwagi na nie przewidziane wydarzenia (m.in. najazd samochodem przez jedną panią na moją skromną osobę jadącą rowerem i związane z tym dolegliwości natury medycznej i prawnej) urodził się plan przecięcia Niemiec i powrotu do domu wzdłuż ich zachodniej i północnej granicy. Mieliśmy przekroczyć dystans 2 000 km. Tak też się stało. Z małą korektą – ostatecznie nasza trasa liczyła 1 740 km. Najkrótszy dzienny odcinek to 48 km (góry), najdłuższy – 152 km.